Prawdziwe szczęście

Fot Sxc Hu Ba1969  Fot 02

Każdy z nas ma w swoim życiu takie punkty graniczne, kiedy zatrzymujemy się i poddajemy nasze życie weryfikacji. Zastanawiamy się wtedy, jak to nasze życie wygląda, jak powinno wyglądać i jakie oczekiwania spełniły się do tej pory, a jakie się nie spełniły. W moim życiu ma miejsce już od jakiegoś czasu okres niesamowity, czas, w którym czuję się, jakbym był w pokoju bez okien i bez drzwi, jak w potrzasku, bez wyjścia. Czas bardzo trudny.

Będąc w tym „pokoju” próbowałem z początku zrozumieć tę sytuację, znaleźć jakieś wyjście. W pewnym momencie zrozumiałem jednak, że będąc w tym pokoju powinienem zacząć słuchać tego, co Bóg ma mi do powiedzenia. Przy moim charakterze takiego majsterkowicza, który chce wszystko zrobić sam, Bóg chce nauczyć mnie słuchać. Jakiś czas temu Bóg zwrócił moją uwagę na księgę Koheleta. Po kilkukrotnym przeczytaniu tej księgi Bóg odpowiedział mi na jedną ważną rzecz, za co Bogu bardzo dziękuję. Bóg wypełnił moje serce radością i pokojem, chociaż ludzie, którzy znają moje położenie raczej uważaliby, że powinienem się bać i smucić. W księdze Koheleta znalazłem potwierdzenie dla mojego stanu radości i pokoju wbrew okolicznościom. Bracie i siostro, jeżeli kiedykolwiek w twoim życiu, okoliczności, życie czy źli, wredni ludzie przygotują ci taki pokój bez okien i bez drzwi, nie smuć się z tego powodu, nie troszcz się z tego powodu i broń Boże nie bój się z tego powodu, ale raduj się w Jezusie Chrystusie.

Księga Koheleta jest bogata w tezy i prawdy. Jedną z tych tez jest na przykład stwierdzenie, że człowiek nie może pojąć, co jest dla niego dobre, a także, że wszystko to jest marność. Sama postać Koheleta jest raczej kontrowersyjna. Jedni uważają go za niepoprawnego pesymistę, starego zgreda i sceptyka, który nie dostrzegał radości w swoim życiu i życiu ludzi wokół niego. Inni uważają go za realistę, który ocenia rzeczywistość realnie. A są i tacy, którzy uważają go za optymistę pouczającego nas, jak osiągnąć szczęście. I ja podpisuję się pod tą ostatnią tezą na temat Koheleta.

Koh 2,18 – 24 (wg Biblii Warszawsko- Praskiej) Kohelet mówi:

„Obrzydły mi również moje bogactwa, które z takim trudem zdobywałem pod słońcem, a wszystkie muszę zostawić moim następcom. Któż wie, czy będzie to człowiek mądry czy jakiś prostak. W każdym razie jemu dostanie się cała moja majętność, którą zdobywałem z takim trudem pod słońcem, posługując się przy tym całą swoja mądrością. I to także jest marność. I coś się we mnie zmieniło, i zacząłem wątpić w wartość tego wszystkiego, co z takim trudem gromadziłem pod słońcem. Bo oto okazuje się, że wszystko to, co człowiek posiada dzięki swojej wiedzy i pracy, otrzymuje ten, który nad niczym się nie trudził. I to też jest marność i zło, które zdarza się często. Cóż wiec za pożytek ma człowiek ze wszystkich swoich bogactw, które gromadzi pod słońcem wielkim wysiłkiem swego umysłu? Wszystkie jego dni wypełnione są pracą, troskami i niepokojem. Nawet w nocy duch jego nie zaznaje spokoju, i to także jest marność. Szczęście człowieka nie na tym polega, że może on jeść i pić ile zechce,  i cieszyć się jako szczęściem tym, co posiada. Stwierdziłem, że szczęście zależy od Boga.”

Gdy przeczytałem te słowa, powiedziałem: „Panie, chcę tak żyć.” Może to jest proste, może nie jest  teologiczne i wyjątkowe, ale  chcę żyć w ten sposób. Chcę moje szczęście całkowicie uzależniać od mojego Pana  i Boga, Jezusa Chrystusa. Ale żeby tak się stało, każdy z nas musi dojść do pewnego momentu, który Kohelet określa w wersecie 20:

„I coś się we mnie zmieniło”

Każdy z nas w pewnym momencie swego życia musi zadać sobie pytanie: w jaki sposób chcę budować swoje szczęście. Bo nie ulega wątpliwości, że chcemy być szczęśliwi. Ale jeżeli będziesz starał się zbudować swoje szczęście w oparciu o bliskie ci osoby, te które kochasz i które kochają ciebie, nawet te najwspanialsze, nie zbudujesz tego szczęścia. Jeżeli twoim sposobem na zbudowanie szczęścia będzie samodoskonalenie się, samokształcenie się, nie zbudujesz tego szczęścia. Jeżeli będziesz starał się zbudować szczęście w oparciu o bogactwo, o majętność, o pozycje, o pieniądze, pracę, kontakty i układy, rozczarujesz się. Dobrze, by każdy z nas przeżył w swoim życiu taki moment, kiedy cos zaczyna się w nas zmieniać. W życiu chrześcijanina takie momenty muszą się powtarzać, bo często dzieje się tak, że zapędzamy się w zapewnianie sobie szczęścia po ludzku, po światowemu, a Bóg nie chce, by Jego dzieci, wierzący, żyli po światowemu. Bóg chce, abyś żył w sposób duchowy, abyś postrzegał rzeczy i rzeczywistość w sposób duchowy, nie na sposób cielesny. Bóg chce, abyś zmienił swój sposób myślenia. Szczęście zależy od Boga.

Zmień sposób myślenia, zmień punkty ciężkości w swoim życiu, zastanów się nad tym, czy budowanie szczęścia w oparciu o te wszystkie rzeczy tak bardzo ważne daje tak naprawdę pokój i radość w twoim sercu.  Bogactwo, pamięć, dobre imię, uznanie u innych, krzepkie zdrowie, pieniądze, to wszystko jest ważne i jest dla ciebie, ale nie na tym powinniśmy budować nasze szczęście.

W Biblii nie ma pojęcia „szczęście”, ale występuje przymiotnik „szczęśliwy”, czyli błogosławiony. Człowiek szczęśliwy, to człowiek błogosławiony przez Pana. Czy jesteś błogosławiony przez Pana czy może jesteś błogosławiony przez okoliczności? Co tak naprawdę powoduje w twoim sercu to przekonanie, że jesteś błogosławiony? Jeżeli są to okoliczności, to wiedz, że prędzej czy później się one zmienią. Jeżeli jednak na błogosławieństwie Pana budujesz swoje przekonanie, że jesteś człowiekiem szczęśliwym, to nawet wobec zmieniających się okoliczności twoje serce pozostanie wypełnione pokojem, radością i przekonaniem, że jesteś szczęśliwy i błogosławiony.

Jezus także mówił o błogosławieństwie w swoim kazaniu na górze:

Ewangelia Mateusza 5, 3 – 12

„Widząc tłumy, wstąpił Jezus na wzgórze, a uczniowie Jego zbliżyli  się doń. Otworzywszy tedy usta swoje, nauczał ich mówiąc:

Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni odziedziczą ziemię.

Błogosławieni, którzy cierpią głód i odczuwają pragnienie sprawiedliwości, albowiem będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem dostąpią miłosierdzia.

Błogosławieni czystego serca, albowiem zobaczą Boga.

Błogosławieni, którzy zabiegają o pokój, albowiem będą nazwani synami Boga.

Błogosławieni, którzy znoszą prześladowania dla sprawiedliwości, do nich bowiem należy królestwo niebieskie.” (wg Biblii Warszawsko- Praskiej)

Błogosławieni jesteście, gdy was znieważają, gdy was prześladują, gdy obrzucają was oszczerstwami z Mego powodu. Cieszcie się i radujcie, bo już macie wielką zapłatę w niebie. To przecież tak właśnie prześladowano proroków, poprzedników waszych.”

Chcę was dzisiaj zachęcić, abyśmy całkowicie uzależnili się od Jezusa, abyśmy w naszym odczuwaniu i postrzeganiu rzeczywistości nie sugerowali się okolicznościami. Nie pozwól sobie, być może pod wpływem różnych trudnych doświadczeń, które przechodzisz lub przeszedłeś, na wyrwanie z twego serca przekonania, że to nie okoliczności cie uszczęśliwiają, ale sam Bóg, Jezus Chrystus.

Całkowite związanie z Bogiem daje w naszych sercach szczęście, ale jest też pewna postawa, która to szczęście prowokuje. Można o niej przeczytać w Ewangelii Jana 13, 12 – 17:

„Gdy więc umył im nogi i przywdział szaty swoje, i znów usiadł, rzekł do nich: Czy wiecie, co wam uczyniłem? Wy nazywacie mnie nauczycielem i Panem, i słusznie mówicie, bo nim jestem. Jeśli tedy Ja, Pan i nauczyciel, umyłem nogi wasze, i wy winniście sobie nawzajem umywać nogi. Albowiem dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: sługa nie jest większy nad pana swego, ani poseł nie jest większy nad tego, który go posłał. Jeśli to wiecie, błogosławieni jesteście, gdy zgodnie z tym postępować będziecie.”

W Biblii Warszawsko- Praskiej końcówka brzmi: „postępujcie zgodnie z tym, a będziecie szczęśliwi”

Jeżeli w poszukiwaniu Jezusa będziemy bardzo koncentrowali się tylko na naszym szczęściu i szukali Boga tylko po to, by On dał nam szczęście i byśmy byli radośni niezależnie od tego, co nas spotyka, to będziemy bardzo egoistyczni. Duch Święty zachęca nas, byśmy szukając szczęścia w Bogu, nie byli egoistyczni i ni koncentrowali się na sobie, ale raczej na drugim człowieku. Ci, którzy paradoksalnie rezygnują z własnego szczęścia na rzecz szczęścia drugiego człowieka, w tym właśnie znajdują szczęście. Bo Bóg odda ci to szczęście, z którego zrezygnowałeś na rzecz drugiego  człowieka.

Są też w Biblii dwa inne fragmenty, w których ludzie nazwani są szczęśliwymi:

List Jakuba 1, 12 – źródłem szczęścia człowieka, jest opieranie się pokusie.

List do Rzymian 4, 8 – szczęśliwy ten, kto płucze swoje szaty we krwi Baranka. Czyli ten, kto przychodzi pod krzyż Jezusa. To szczęście wypływa z wielkiej skruchy, z pragnienia nawrócenia. Bo kiedy nie uda się nam oprzeć pokusie, kiedy jej ulegniemy, możemy przyjść ze skruchą do Jezusa, i to może być początkiem i źródłem naszego szczęścia, ponieważ szczęście jest na krzyżu Jezusa. Każdy kolejny dzień, każda chwila jest szansą na to, byś przyszedł do Jezusa i wyznał Mu swój grzech, wylał przed Nim swoje serce i prosił Go o przebaczenie. Dojście do szczęścia jest przez krzyż. Przez krzyż, Jezus dał nam możliwość nazywania się ludźmi błogosławionymi.

Amen

Roman