Wybory

Fot Sxc Hu Ydiot

Co czyni człowieka szczęśliwym lub nieszczęśliwym? Co sprawia, że jedni dochodzą do celu, a inni stale błądzą, że jedni są mili, sympatyczni, a inni stale niezadowoleni? Można by mnożyć pytania, a ile ludzi na świecie, tyle odpowiedzi.

Zastanawiałam się ostatnio nad odpowiedzią na kilka z tych pytań i doszłam do wniosku, że w znacznej mierze my sami decydujemy o tym, czy jesteśmy  szczęśliwi czy nieszczęśliwi, czy dochodzimy do celu czy nie, czy też jak się zachowujemy i reagujemy. Wszystko zaczyna się w naszej głowie, w sercu, a potem oglądamy następstwa tych wyborów. Dlatego chciałabym dziś poruszyć temat wyboru. Czym jest wybór? Jakie są konsekwencje naszych wyborów? Jak Bóg patrzy na to, co wybieramy?
Wiemy bardzo dobrze, że Bóg każdemu człowiekowi dał wolną wolę i rozum, aby człowiek był zdolny dokonywać właściwych wyborów w życiu. Każdy z nas każdego dnia staje przed koniecznością jakiegoś mniej lub bardziej ważnego w życiu wyboru.

Istnieją różne metody dokonywania wyborów:

– rozważanie za i przeciw – robimy burzę mózgu i analizujemy korzyści i straty,
-radzenie się znajomych bądź przypadkowych osób,
-przymusowa sytuacja – potrzeba wymusza na nas, że musimy np. coś kupić lub sprzedać,
– totalny spontan – coś nam się podoba, na coś mamy ochotę, trudno nam się czemuś oprzeć itp.

Każdy z nas ma swoje osobiste kryteria, według których ocenia i dokonuje wyboru. Bóg dał nam też sumienie, które często skłania nas lub powstrzymuje przed dokonaniem niewłaściwego wyboru.
Zapytaj sam siebie, która z metod tobie jest najbliższa, którą metodę najczęściej stosujesz w życiu. Wiadomo, że będą się te metody przeplatały, ale która występuje najczęściej.

Chciałabym zachęcić szczególnie do metody polegającej na radzeniu się, gdyż uważam, że jest ktoś kto pragnie nam najlepiej doradzić, bo jest Alfą i Omegą, i wie wszystko najlepiej, a przede wszystkim chce dla nas tego, co najlepsze. Tą osobą jest Bóg.
Bóg jako mądry, dobry i przede wszystkim kochający nas nade wszystko Ojciec zawsze wie, co jest dla nas dobre, właściwe i pożyteczne. Dlatego jest dla nas najlepszym doradcą i wspomożycielem, gdy musimy dokonać wyboru, szczególnie jeśli to dotyczy ważnych życiowych wyborów.

Najważniejsze wybory w moim życiu dokonałam z Bożą pomocą i pomocą ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze.

Pierwsza moja poważna decyzja życiowa to wybór, czy nadal chcę być Panią swego losu, czy wolę, by Jezus przejął ster mego życia. Pomogła mi w tym wyborze moja koleżanka, która parę miesięcy wcześniej przekazała ster swego życia Jezusowi i była tak szczęśliwa, że tym szczęściem i entuzjazmem mnie zaraziła. To była najradośniejsza decyzja mego życia.

Druga dotyczyła wyboru kierunku studiów i w tu miałam dwie opcje, gdyż Bóg wyraźnie wskazał mi w swoim słowie, że gdziekolwiek pójdę tam On będzie mi błogosławił, ale miałam jedną zaprzyjaźnioną osobę, która modliła się o mnie i dobrze mnie znała. Ona poradziła mi, żeby zamiast wymarzonej pedagogiki wybrać ekonomię i w sercu czułam, że to sam Jezus pokazuje mi to konkretne miejsce. Posłuchałam tej rady, i te studia, których bardzo się bałam, bo jestem słaba z matematyki, były pasmem Bożego błogosławieństwa. Nieraz słyszałam od studiujących  ze mną, że ja to chyba się w czepku urodziłam, a ja wiedziałam, że to była Boża pomoc i łaska.

Bóg bardzo dawno określił się wobec człowieka tzn. powiedział, co Mu się podoba, a co nie. Pokazał człowiekowi drogi, możliwości, i pouczył, jakie są konsekwencje wyborów, gdy człowiek liczy się z Jego zdaniem i gdy nie liczy się ze zdaniem Boga.
Dobre decyzje przynoszą nam radość, pokój, satysfakcję,  zaś złe decyzje często niosą złość, stres, zniechęcenie, poczucie porażki. Bóg, jako dobry pasterz, któremu zależy, by Jego owieczki miały co jeść, by pasły się na najlepszych pastwiskach, dał nam w swoim Słowie wiele obietnic oraz wskazówek, co robić, aby podejmować właściwe i dobre decyzje i cieszyć się z konsekwencji tych dobrych wyborów. Spójrzcie na słowa z księgi Powtórzonego Prawa 30.15-20:

„Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście.  Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.  Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi.”

Niestety, każda decyzja, nawet ta najdrobniejsza, niesie za sobą konsekwencje.
Może to zabrzmi trywialnie, ale np. decydujemy się zmienić kolor włosów i z brunetki stajemy się np. blondynką, decydujemy się zażywać narkotyki i stajemy się narkomanami, decydujemy się zmienić dietę i chudniemy. Gdy zaczynamy naśladować Jezusa, stajemy się chrześcijanami.

Tak naprawdę wybory, których dokonujemy, mają wpływ na to, jakimi stajemy się ludźmi. To jest już bardzo poważna sprawa. Biblia przedstawia przykład rodu Rekabitów. Ich przodek postanowił, że nie będzie pił wina. Nakazał to swoim synom, oni swoim itd. W konsekwencji całe pokolenie nigdy nie piło wina, będąc wiernym nakazom swojego przodka. Decyzja jednego człowieka wpłynęła na całe pokolenie.
Większość z nas wie też, jak to jest w odwrotnym przypadku. Często, gdy jeden rodzic pije, ciągnie się to za resztą rodziny, a także na pokolenia. Wiemy, jak tragiczne to przynosi skutki.

Jeśli mówimy o konsekwencjach, to przeczytajmy o osobie, która, choć miała dobre intencje, niestety dokonała wyboru, który ją drogo kosztował. I Krl.12.1-20:

„Twój ojciec obciążył nas jarzmem, ty zaś teraz ulżyj w okrutnej pańszczyźnie twego ojca i w tym jego ciężkim jarzmie, które na nas włożył, a my ci za to będziemy służyć. Na to im odpowiedział: Idźcie na trzy dni! A potem przyjdźcie do mnie z powrotem! Wobec tego lud się rozszedł.  A król Roboam zasięgnął rady starszych, którzy stanowili otoczenie jego ojca, Salomona, za jego życia, mówiąc: Jak mi doradzacie odpowiedzieć temu ludowi? Oni zaś tak do niego przemówili: Jeśli teraz będziesz uległy temu ludowi i zechcesz wyświadczyć im przysługę, i odpowiedzieć im oraz przemówić do nich słowami łagodnymi, to będą ci sługami przez całe życie. Ale on zaniechał rady, którą mu dawali starsi. Natomiast zasięgnął rady młodzieńców, którzy razem z nim wzrośli i stanowili jego otoczenie. Rzekł do nich: Co wy radzicie odpowiedzieć temu ludowi, który przemawiał do mnie takimi słowami: Ulżyj nam w jarzmie, które włożył na nas twój ojciec. Młodzieńcy zaś, którzy razem z nim wzrośli, przemówili do niego tak: Temu ludowi, który przemawiał do ciebie mówiąc: Twój ojciec obciążył nas jarzmem, ty zaś ulżyj nam w tym jarzmie, powiesz: Mój mały palec jest grubszy niż biodra mego ojca,  gdyż dotąd mój ojciec nałożył na was jarzmo ciężkie, a ja dołożę do waszego jarzma. Mój ojciec karcił was biczami, ja zaś będę was karcił biczami z kolców. Trzeciego dnia, tak jak powiedział król słowami: Wróćcie do mnie trzeciego dnia, przyszedł cały lud do Roboama. A wtedy król dał ludowi surową odpowiedź, gdyż nie poszedł za radą, którą mu dawali starsi. Kiedy cały Izrael zobaczył, że król go nie wysłuchał, wtedy odrzekł królowi tak: Cóż za wspólny dział mamy z Dawidem? Wszak nie mamy dziedzictwa z synem Jessego. Do swoich namiotów idź, Izraelu! Teraz, Dawidzie, pilnuj swego domu! I rzeczywiście Izrael poszedł do swoich namiotów.”

Warto słuchać tych, którzy dłużej kroczą za Jezusem, którzy niejedną sytuację przeżyli i mają szczere intencje, gdy nam doradzają. A nade wszystko warto pytać się Jezusa i szukać w Jego Słowie rady i pomocy. Tak postępowali nasi przodkowie w wierze i z kart Pisma Świętego wiemy, że zawsze doświadczali trafnej rady i pomocy. Ci z nas, którzy znają historię Dawida, Bożego wojownika, pamiętają wiele sytuacji, gdy Dawid pytał się Boga prawie o każdą sprawę, a zwłaszcza gdy wybierał się na wojnę. Pytał czy ma się udać, jak to zrobić, czy to ma sens? I różne słyszał odpowiedzi. Czasami na tak, a czasami na nie. Dawida charakteryzowało to, iż słuchał Bożych rad i dlatego wiodło mu się    i miał powodzenie w tym, co zamierzał. Jedną taką sytuację przedstawia I Księga Samuela 23.2-5:

„ I radził się Dawid Pana: Czy mam wyruszyć i czy pokonam tych Filistynów? Pan odrzekł Dawidowi: Wyruszaj, a pokonasz Filistynów i oswobodzisz Keilę. Ludzie Dawida mówili jednak: Przecież my tutaj w Judzie żyjemy w lęku, a pójdziemy do Keili na szyki filistyńskie? I znów radził się Dawid Pana. A Pan dał mu odpowiedź: Wstań, idź do Keili, gdyż oddam Filistynów w twoje ręce. Dawid wyruszył więc ze swymi ludźmi w kierunku Keili, uderzył na Filistynów, uprowadzając ich trzody i zadając im wielką klęskę. Tak wyzwolił Dawid mieszkańców Keili.”

W tym momencie pragnę zachęcić do pewnej postawy potrzebnej do dokonywania właściwych wyborów. Jest to postawa zrezygnowania ze swoich racji, ze swoich planów, oczekiwań i przyjęcia propozycji, którą przedstawia Bóg. Ta postawa jest trudna, ale na prawdę skuteczna i pomocna, by w konsekwencji nie stracić, ale zyskać. Kiedy będziemy szukać u Boga pomocy i rady, miejmy postawę, o której mówił w poprzedni poniedziałek brat Tomek: „nie to, co ja chcę, ale to, co Ty chcesz Boże, niech się stanie.” Taką postawę łatwiej mieć, kiedy zna się Jezusa i ma się świadomość Jego przeogromnej miłości i troski o nas. Kiedy uświadamiamy sobie, że nikt na świecie nie kocha nas tak mocno, tak bezinteresownie, tak szczerze i do bólu – bo oddał za nas swe życie – to możemy takiej osobie zaufać, że jeśli nam doradzi, to będzie to najlepsza rada na świecie.
Swego czasu stanęłam przed trudną dla mnie decyzją, dotyczącą naszej córeczki. Kiedy składaliśmy papiery do ośrodka adopcyjnego z prośbą o drugie dziecko, miałam plan, że może za rok lub dwa otrzymamy pozytywną odpowiedz. Tak się nastawiłam i tak w sercu chciałam. Gdy po tygodniu od złażenia papierów dowiedzieliśmy się, że możemy zobaczyć dzidziusia, miałam mieszane uczucia. Bardzo się przestraszyłam, że tak szybko, że nie dam sobie rady z dwoma wcześniakami w domu itp. W dniu, kiedy miałam podjąć decyzję, czy się decydujemy, czy nie, było spotkanie poniedziałkowe i Bóg przez jedną osobę powiedział takie słowa: „Nie wybieraj tego, co łatwiejsze, ale to, co jest trudniejsze dla ciebie, a zobaczysz Moje działanie i pomoc.” Była to dla mnie wskazówka, za którą poszłam i choć było mi nie raz ciężko, Bóg zawsze wychodził mi naprzeciw. Jest wierny swemu słowu.
Zachęcam do stawiania na Boże rozwiązania w naszym codziennym życiu. Zachęcam do tego, by zaczynać dzień od modlitwy, nawet kosztem snu, bo dzień, w którym oddajemy ster Jezusowi, naprawdę wygląda inaczej. Wtedy Jezus wie, że jesteśmy zainteresowani tym, co ma do powiedzenia, wie, że chcemy Go posłuchać. Ja osobiście mam problem z pamięcią. Jestem z natury trochę roztrzepana i zapominam o terminach zapłaty itp. Wielokrotnie doświadczałam w tej dziedzinie pomocy kiedy rano oddawałam dzień pod kontrolę Jezusowi. Stawiaj na I miejscu Jezusa, a wszystko w twoim dniu, miesiącu, życiu, będzie na właściwym miejscu. I nawet jeśli dokonamy czasem błędnego wyboru, nie załamujmy się pamiętając, że mamy wspomożyciela w Bogu i On jest wstanie pomóc nam, gdy popełnimy błąd lub coś zepsujemy. Zapewnia nas o tym w Księdze Mądrości Syracha 17.24

„Tym zaś, którzy się nawracają, daje drogę powrotu i pociesza tych, którym brakło wytrwałości.”

Monika

Spotkanie poniedziałkowe, 2013.03.25.