Zrozum, zobacz, zastosuj

Fot Sxc Hu Anbra33

Jestem przekonany,  że większość z nas, jeżeli nie wszyscy, mamy w swoim codziennym zwyczaju sięganie po Słowo Boże i czytanie go, ale jak wiecie, samo to nie wystarczy; musi być coś więcej, musimy być również Jego wykonawcami, żyć Nim i wypełniać je.

W liście Jakuba  1,22-25 czytamy:

 „Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Kto zaś pilnie rozważa doskonale Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła: wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo”.

Pragnę  zachęcić was, cytując ten fragment z Listu Jakuba, który kierował swoje słowa również do ludzi wierzących, byśmy wszyscy byli wykonawcami Słowa Bożego, a nie tylko Jego słuchaczami.

Słowo Boże jest dla ludzkości wielkim skarbem, darem od Boga, ale niestety w dzisiejszych czasach myślę, że nie docenianym i mało atrakcyjnym. Biblia stała się powszechna i ogólnodostępna, przynajmniej w naszym regionie świata. Każdy z was na pewno ma w swoich domach po kilka egzemplarzy, macie ją na swoich komputerach, a nawet w telefonach. Powszechność Biblii sprawiła, że nie musimy w żaden sposób o nią walczyć i posiadanie Biblii stało sie czymś normalnym. Z jednej strony to wielkie błogosławieństwo, a z drugiej strony nie umiemy go chyba wykorzystać. Człowiek, jeżeli ma czegoś pod dostatkiem,  przestaje to doceniać, nie ma to dla niego dużej wartości, jest czymś pospolitym,  z natury skupia się na tym, czego ma mało albo nie ma w ogóle i o to walczy. Słyszymy często, że ludzie manifestują, strajkują, bo nie mają pracy, albo mają niskie zarobki i emerytury, ale żeby mieć dostęp do Biblii nie musimy po to wychodzić na ulice, nie musimy o nią walczyć.

Słowo Boże jest dla chrześcijanina pokarmem, chrześcijanin powinien być Nim przepełniony. Samo czytanie Słowa Bożego jednak dużo nie zmieni w naszym życiu, istotne jest Jego rozumienie i kluczowe – by wcielić je w swoje życie i stosować je. Dla przykładu, można przeczytać książkę pt. „Paralotniarstwo w weekend” i to raczej niczego nie zmieni w naszym życiu, zdobędziemy jedynie jakąś wiedzę. Ale jeżeli wykorzystamy odpowiednio tę wiedzę w praktyce, zastosujemy to, co w niej jest napisane, wierzcie mi, będzie to już całkiem inne przeżycie. Można też coś próbować robić odwrotnie, bez czytania tej czy innej książki o takiej tematyce i bez odpowiedniego kursu, ale może to wtedy się skończyć śmiercią lub trwałym kalectwem.

Biblia jest dla człowieka jedną wielką instrukcją użytkowania, jak żyć, jak prawidłowo funkcjonować, żeby się nie zepsuć, a jak coś się jednak zepsuje, to znajdziemy w niej odpowiedź, jak to naprawić. Dlatego musimy ją nie tylko czytać, ale przede wszystkim stosować.

Celem czytania Słowa Bożego nie jest to, by je opanować, ale to, by ono opanowało nas.

Kiedy sięgamy do Słowa Bożego, żeby się nim pomodlić lub je studiować, rozważać, by poznawać Boga, Jego wolę dla naszego życia i by ją lepiej zrozumieć, musimy się do tego odpowiednio zabrać. W tym celu możemy po prostu czytać i rozważać tekst, lub możemy wspomagać się różnymi wskazówkami, które nam mogą dużo pomóc. Jest wiele metod i sposobów studiowania Słowa Bożego, o których już pewnie słyszeliście. Ja chciałbym się z wami podzielić metodą 3xZ, którą sam praktykuję, którą też pewnie wielu z was zna. Stosuje tę metodę od dłuższego czasu, sprawdza się u mnie. Jest to prosta do zapamiętania ramówka 3 kroków, a stosowanie może wnieść wiele plusów do naszej pracy z Biblią.

  • Zobacz (obserwacje)
  • Zrozum (interpretacja)
  • Zastosuj

Oczywiście i przede wszystkim, przed otwarciem Biblii powinniśmy się pomodlić, prosząc Ducha Świętego, który jest autorem Biblii, o światło i zrozumienie Jego słów, bo sami nie będziemy w stanie prawidłowo ich zinterpretować i odnieść do swojego życia.

1. Zobacz, czyli czytaj, obserwuj. Jest to po prostu czytanie, słuchanie, zastanawianie się nad fragmentem który czytamy. Czytamy fragment kilka razy. Możemy sięgać do różnych przekładów. Dostrzegamy szczegóły, określamy tło historyczne, jeżeli takie występuje, jaki jest kontekst, określamy cel i temat główny. Notujemy.

2. Zrozum (interpretacja)

W przypowieści o siewcy przytaczanej w Ewangelii Mateusza 13,19-  czytamy:

„Kto słucha słów o Królestwie, lecz ich nie rozumie, do tego przychodzi zły i porywa to, co zostało zasiane w jego sercu”.

Zatem słowo, które usłyszał, nie wyda w jego życiu owocu. Wyda ono owoc w życiu człowieka, który słucha słowa i rozumie je (w. 23).

Żeby zrozumieć Słowo, potrzebujemy pomocy Ducha Świętego, ale z naszej strony też powinniśmy podjąć w tym kierunku jakiś wysiłek. Czasem nie trzeba dużo. Po obserwacji wystarczy zadać sobie kilka pytań dotyczących tekstu i spróbować odpowiedzieć na nie, oraz odkryć znaczenie, przesłanie, jakie wypływa z tego fragmentu dla mnie.

Kiedy czytamy, rozważamy fragmenty biblijne, notujmy, zapisujmy. Każda notatka wymaga od nas dodatkowego zastanowienia się. Praca ze słowem czasem przypomina wchodzenie pod górę, początkowo musimy się trochę natrudzić, ale później, stojąc na górze, oglądamy wspaniale widoki.

3. Zastosuj

Jest to chyba najważniejszy krok. Zanim do niego dojdziemy, musimy najpierw coś zobaczyć oraz zrozumieć, czego Bóg od nas oczekuje. Zatem określamy prawdy i zasady, określamy, jak te prawdy powinny wpłynąć na nasze życie. Ustalamy sposób zastosowania i wprowadzenia ich w czyn. Zanim to jednak zrobimy warto zawsze podzielić się jeszcze tym ze starszym bratem lub siostrą, czy właściwie to pojmujemy, bo nie zawsze potrafimy obiektywnie popatrzeć na nasze sprawy.

Zobacz, zrozum, zastosuj…

Żeby nie być gołosłownym, opowiem wam przykład z mojego życia, jak stałem się wykonawcą Słowa Bożego, i jak ogromne przyniosło to błogosławieństwo.

Wiele lat temu, podczas rutynowej kontroli lekarskiej dowiedziałem się, że mam bardzo wysokie ciśnienie. Lekarz zapisał mi rutynowe badania krwi, EKG, USG, żeby znaleźć przyczynę choroby. Zajęło to kilka dni, i w tym czasie sam też mierzyłem sobie ciśnienie, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest takie wysokie. Faktycznie, ciśnienie było bardzo wysokie i nie było to coś jednorazowego. Modliłem się, oddawałem to Bogu. Wierzyłem też, że Bóg posługuje się lekarzami, więc ufałem, że znajdą przyczynę tej dolegliwości i mi pomogą. Jednak badania ogólne niczego nie wykazały i zostałem skierowany do szpitala na bardziej szczegółowe badania. Przyjąłem to również ze spokojem, że będzie dobrze. Jednak dwa dni przed pójściem do szpitala przypomniała mi się historia z Biblii o kobiecie, która dwanaście lat chorowała, wydała całe mienie na lekarzy i miała się jeszcze gorzej. Trochę się przestraszyłem, gdyż wiedziałem, że w jakiś sposób to słowo jest skierowane do mnie. Ale poszedłem do szpitala  i tam wylądowałem na sali z kilkunastoma osobami. Było włączone radio z transmisja mszy, a w niej czytanie fragmentu z ewangelii o kobiecie cierpiącej na krwotok. Zrozumiałem, że Bóg mówi te słowa do mnie i faktycznie działo się, jak w tej historii. Miałem pobieraną krew kilka razy dziennie, robiono mi dziurę w aorcie, wożono mnie po szpitalach na najróżniejsze badania, a gdy nieśli mnie na noszach, przytrzasnęli mi rękę do poręczy. I wciąż nie było wiadomo, co jest przyczyną. Po kilku dniach lekarz wypisał mnie z diagnozą, że to dziedziczne, zapisano mi tabletki, które powinienem był zażywać już do końca życia. Po powrocie do domu czułem się jeszcze gorzej i wróciłem do  słów, które Pan skierował wcześniej o kobiecie. Zacząłem analizować ten fragment, zastanawiać się, co Bóg mi chce przez niego powiedzieć. Według przekazu ewangelii wg Świętego Łukasza, kobieta ta uwierzyła, że stanie się zdrowa, jeżeli uchwyci się frędzla płaszcza Jezusa. W Starym Testamencie jest napisane, że Izraelici mieli przyszywać frędzle, by przypominały im o Słowie Bożym. Zrozumiałem, że muszę znaleźć sobie takiego „frędzla”, złapać się go i się go trzymać. Znalazłem w Starym Testamencie takie słowa: „Nie zioła, nie okłady ich uzdrowiły, ale słowo Twe, Boże, które wszystko uzdrawia”. Zrozumiałem, że Słowo Boże jest lekarstwem, więc przeszedłem do etapu stosowania. Każdego dnia, gdy rano miałem zażyć tabletkę, modliłem się też przywołując te słowa i czytałem sobie psalm. Po kilku miesiącach terapii tabletkami, zaczęły mi szkodzić, zacząłem mieć bóle głowy i inne skutki uboczne, i odstawiłem je. Modliłem się jednak przez cały ten czas, prosiłem też braci o modlitwę i z czasem ciśnienie mi się wyrównało. Minęło już sporo czasu, moje ciśnienie się wyrównało. Czego medycyna nie była w stanie dokonać, tego dokonało Słowo Boże.

Zobaczyłem, zrozumiałem, zastosowałem…

Amen.

Krystian

Spotkanie poniedziałkowe, 2012.12.03.